Archiwum kategorii: 'prawo'

Prawniczy oczopląs.

sobota, wrzesień 16th, 2006

Przygotowuję materiały dotyczące dostępnościowego prawa, zaleceń, inicjatyw dziejących się po angielsku, niemiecku i francusku dla Adama - prawnika, o którym wspominałem kilka dni temu. Niemieckiego nie znam ale tak się składa, że Niemcy mają dobry zwyczaj publikowania angielskich skrótów inicjatyw, więc da się wydedukować.

Znalazłem coś czego nie znałem do tej pory, a mianowicie UWEM czyli Unified Web Evaluation Methodology version 1.0.

Poniżej przekład ze strony UWEM - opis inicjatywy:

Unified Web Evaluation Methodology to wynik połączenia wysiłków 23 organizacji europejskich [przyp. Tłum. A była jakaś polska ? Wątpię. :) ] wywodzących się z trzech europejskich projektów, które połączone w jedną grupę działają na rzecz synchronizacji działań. Celem jest stworzenie UWEM. Dokument opisuje metodologię oceny zgodności stron internetowych z W3C WCAG 1.0.

Kolejna wersja UWEM będzie uzgodniona z planowaną migracją z WCAG 1.0 do WCAG 2.0. Sądzimy, że prace prowadzone w łonie WAB Cluster mogą być wkładem do pracy nad WCAG 2.0 prowadzonej przez W3C w ramach WAI.

Projekty włączone w proces projektowania metodologii mają na celu zagwarantowanie, że narzędzia i metody tworzone na użytek międzynarodowy lub lokalny są zgodne i spójne pomiędzy sobą oraz z WAI. Ich celem jest polepszenie jakości badań poprzez oparcie ich na wspólnym rozumieniu WCAG 1.0.

Słowa, słowa.

Przeglądając i katalogując te wszystkie dokumenty, odnoszę nieodparte wrażenie, że inicjatywy tego rodzaju co UWEM są… nadmiarowe. Co przez to rozumiem? Mamy od lat dostęp do dziesiątek stron dokumentacji, mnóstwo już zostało opublikowane na temat dostępności. Czy potrzebne są kolejne zbiory zaleceń, przeformułowania, reinterpretacje, synchronizacje, unifikacje ? Nie sądzę, żeby ich wartość była istotna dla sprawy.

Tworzenie dostępnych stron internetowych jest w gruncie rzeczy bardzo proste. Inicjatywy takie jak UWEM nie przyspieszają procesu poprawiania tego, co do tej pory zostało zepsute. Mam przede wszystkim na myśli setki serwisów publicznych, wykonanych za miliony złotych przez, w gruncie rzeczy mało progresywne agencje usług internetowych, które działają jak biurokracja w latach dziewięćdziesiątych.

Moje marudzenie jest mało konstruktywne, bo nie podaję metody właściwej wg mnie, która powinna stanowić podstawę dla przyspieszenia ewolucji w dziedzinie udostępniania zasobów informacyjnych instytucji publicznych w poprawnej formie. [Czy moje zdania nie sa równie bełkotliwe, co teksty prawnicze ? Pytam, bo nie wiem.]

Bardzo przepraszam za rozliczne skróty myślowe, które spowodują, że niniejszy wpis będzie prawdopodobnie mało zrozumiały dla Was.

Jak tylko się oporządzę z całą nadprodukcją dokumentacji i prawniczym mambo jumbo postaram się o jakieś rozsądniejsze podsumowania, wnioski i propozycje.